Planowanie podróży – wyjazdy spontaniczne vs. zaplanowane

Opowieści MyLuggage

Jak zpalanowac podroz?

Na większość naszych wyjazdów staramy się wszystko zaplanować. Sprawdzić jak się NIE zgubić, niczego NIE zapomnieć, a już na pewno NIE jechać nigdzie bez planu. Czy takie planowanie podróży gwarantuje nam udane wakacje? Co by było gdyby wszystko zrobić wbrew regułom?

Wpis przeznaczony jest dla osób, które przykładają zbyt dużą wagę do planowania, bądź mają obawy przed spontanicznym podróżowaniem. Dodatkowo, każdy przykład oparliśmy na własnych doświadczeniach z podróży i z chęcią dowiemy się jakie są Twoje przeżycia i obawy dotyczące planowania.

 

Brak planu a research

Spontaniczne podróże nie polegają na tym, że wychodzisz na lotnisku i zastanawiasz się “co dalej?”. Zanim wyjdziesz z domu zrób research. Jeżeli jedziesz gdzieś pierwszy raz, a nie jesteś doświadczonym podróżnikiem, warto zwrócić uwagę na kilka rzeczy:

  • Miejsca, które warto zobaczyć – z planem czy bez, warto wiedzieć jakie miejsca są godne uwagi. Nie trzymaj się tej listy za wszelką cenę, bądź otwarty na rady od innych osób, które już tam były, albo kiedy spotkasz kogoś z kim udasz się w inne, ciekawsze miejsce.
  • Komunikacja i transport – są takie miejsca, gdzie bilety na pociąg trzeba wykupić z miesięcznym wyprzedzeniem. Dowiedz się czy Twój wyjazd nie pokrywa się z np. miejscowym okresem świątecznym.
  • Dostęp do internetu – wakacje bez telefonu to świetna sprawa, jednak kiedy trzeba coś załatwić, zarezerwować bądź sprawdzić, może nam to zaoszczędzić wiele czasu. Warto zainteresować się ofertą lokalnych dostawców i kupić tamtejszą kartę SIM.

O istocie tych trzech zagadnień przekonaliśmy się w Chinach. Będąc w miejscowości Guilin skorzystaliśmy z niesamowitego hostelu Zen Tea House, który oprócz świetnych pokoi posiada Tea Mastera serwującego chińskie herbaty i lokalne opowieści. Mając dokładny plan zwiedzania, już po krótkiej rozmowie z naszym mistrzem, okazało się, że ma on zupełnie inny ranking miejsc niż Tripadvisor. Po kilku zielonych i czerwonych, postanowiliśmy zaufać nowemu znajomemu. Zamiast płacić za “najlepsze” atrakcje i punkty widokowe, odwiedziliśmy miejsca, które były darmowe, oferowały równie piękne widoki i nie były przepełnione turystami. Podczas rozmowy dowiedzieliśmy się też, że warto wcześniej zarezerwować bilety, ponieważ z uwagi na lokalne święto, później będziemy musieli poczekać na możliwość wyjazdu.
Chiny to kraj gdzie angielski rzadko się przydaje. Nabycie prepaidowej karty SIM z Internetem pomogło nam nie raz. Tłumacz, nawigacja i dostęp do przeglądarki zaoszczędziły nam wiele nerwów. Oczywiście dla tradycjonalistów, są też rozwiązania offline. Polecamy w szczególności mapy offline MapsMe i słownik angielsko-chiński Pleco.

Picie chinskiej herbaty w guilin

Lokalni naciągacze

Niestety, nie każdy chce nam pomóc. Sztuką jest wczesne rozpoznawanie, kiedy ktoś chce dać nam radę, a kiedy na nas zarobić. Będąc turystą, a przynajmniej zachowując się jak turysta, większość lokalnych przedsiębiorców chce nas naciągnąć. Nie wszędzie ludzie są obojętni na naszą obecność i często zasypują nas “najlepszymi” ofertami. Na mniej uregulowanych lotniskach zawsze po wyjściu ze strefy przylotów otaczają nas napastliwi taksówkarze. To zawsze najdroższa opcja transportu. Jeśli nie wiesz co zrobić, a nie chcesz wydawać fortuny, zapytaj w informacji o inny środek transportu. W większości miejsc na świecie 10 metrów za taksówkami stoi tani autobus.

Dokładnie tak było w Gruzji i Armenii. Plan zmieniał się dynamicznie. Podczas lotu do Kutaisi podjęliśmy decyzje, że zwiedzać będziemy w drodze powrotnej i od razu jedziemy do Armenii. Na lotnisku rozpoczęliśmy poszukiwania bezpośredniego transportu do Erywania. Niestety lokalni taksówkarze proponowali nam astronomiczne kwoty i musieliśmy odpuścić. W informacji dowiedzieliśmy się, że nie ma takiego połączenia i najlepiej udać się marszrutką, czyli starym niezawodnym busem,  do Tbilisi. Posłuchaliśmy.
W Tbilisi z marszu rozpoczęliśmy poszukiwania transportu do armeńskiej stolicy, czyli Erywania. Licząc, że pozytywne nastawienie Gruzinów do Polaków wystarczy, pytaliśmy przechodniów o transportowe wskazówki. Wiedzieliśmy, że połączenia kolejowego nie ma co się spodziewać, więc pytaliśmy zawzięcie o dworzec autobusowy. Na nasze nieszczęście, wszędzie zapraszano nas do taksówki (taksówka międzynarodowa – nieźle co?), w końcu ktoś wspomniał o dworcu. Gruzińskie dworce znacząco różnią się od naszych. Nie spotkamy tu wielu autobusów, większość stanowią marszrutki. Jednak tam okazało się, że marszrutek nie ma, a są same, nieszczęsne taksówki. Po długich negocjacjach, niezadowoleni z powodu ceny, odeszliśmy żeby nabrać świeżego powietrza i rozważyć pozostałe opcje transportu. Podchodząc do barierki ku naszemu zdziwieniu ukazał się podziemny dworzec i tak zamiast 400 zł wydaliśmy 30 zł jadąc dalej z uśmiechem na ustach.

Jak podrozowac marszrutka

Biuro informacji turystycznej u… kierowcy

Zdążają się kraje i miejsca gdzie nie spotykamy informacji turystycznej na drodze, a jeżeli próbujemy jej szukać, to okazuje się, że jej po prostu nie ma. Nie mamy też dostępu do Internetu. Kto może nam pomóc? Jednym z niezawodnych źródeł informacji są lokalni przewoźnicy. Oczywiście zawsze musimy uwzględnić, że będą chcieli na nas zarobić. Trzeba jak najszybciej poinformować naszego rozmówcę czego oczekujemy i ile chcemy wydać pieniędzy, inaczej cały plan może się nie udać.

Będąc już na trasie, niemalże powrotnej z Gruzji, postanowiliśmy po raz kolejny skorzystać z pomocy kierowcy przy szukaniu noclegu. W tym układzie każdy jest szczęśliwy: Ty oszczędzasz, kierowca zarabia, jego znajomy od noclegu, którego poleca też. Tym razem jednak trafiło nam się coś specjalnego. Nasz przewoźnik zatrzymał się u lokalnej rodziny, gdzie dowiedzieliśmy się, że znajdzie się pokój. Warunki były ciężkie, brak ciepłej wody, 10 stopni i brak ogrzewania. Jednak wszystko zrekompensował wspólny, prawdziwy, gruziński obiad, z lokalnym alkoholem i starymi niekończącymi się toastami.

Jednym z najlepszych zrodel informacji jest lokalany kierowca

Nie taki diabeł straszny

Wyjazdy spontaniczne zupełnie inaczej się wspomina. Rozmowy o ilości gwiazdek i jakości hotelowego materaca zastępują barwne i niespodziewane historie.

A Ty? Jak planujesz swoje wyjazd? Podziel się z nami swoimi doświadczeniami w komentarzu.

Komentarze